Kolejne wspomnienia z wojaży po środkowej Polsce z bracikiem, kuzynkami i Bercikiem :)
Na pierwszy ogień idzie piękny zamek w Szydłowcu
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_w_Szyd%C5%82owcu
Ten zamek zachował się w bardzo dobrym stanie i robi naprawdę spore wrażenie.
Akurat trafiliśmy na wystawę z inkaskimi ciuszkami...
Prawda, że mi do twarzy w tych kolorach :)
Zahaczamy jeszcze o bibliotekę w Szydłowcu
Zadowoleni ruszamy wiernym zielonym szerszeniem (Fiat 125p) w poszukiwaniu kolejnych wrażeń.
Trafiamy prosto do Drzewicy. Mamy nadzieję zobaczyć tu ruiny, ale całkiem w dobrym stanie, jak na ruiny, zamku arcybiskupa gnieźnieńskiego Macieja Drzewickiego.
Okazuje się, że wejście jest zamknięte - na wielkiej kracie wisi wielka kłódka :(
Już mieliśmy się poddać, gdy przechodzący obok człowiek doradził nam udać się do sąsiadującej z zamkiem chałupy w celu pożyczenia klucza do kłódki... Tak też uczyniliśmy :) Zamek padł :)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamek_w_Drzewicy
Mieliśmy niesamowity komfort samotnego zwiedzania ruin, zaglądnięcia w każdy dostępny (niekoniecznie bezpieczny) zakamarek ruin :)
Zadowoleni udaliśmy się do następnego celu - zamku w Opocznie. Mapa zamków Polski sugerowała, że będzie to co najmniej drugi Wawel... przynajmniej wielkość ikonek obu zamków na mapie była podobna...
Rzeczywistość nas załamała ...
Zamek był mniejszy niż niejedna krakowska kamienica!!!
Na pocieszenie poszliśmy zobaczyć dużo lepiej wyglądający zabytkowy kościół w Opocznie
Wizyta w Opocznie była dla nas tak wielkim szokiem, że psycha nam nie zdzierżyła...
Tudorów, a właściwie ruiny zamku rycerskiego z XIV w. musiało być dożo ciekawsze, żebyśmy się całkiem nie zniechęcili do podróżowania po okolicach Opoczna
Na szczęście ruiny były całkiem fajne :)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Tudor%C3%B3w
Na koniec została perełka, czyli zamek Krzyżtopór w Ujeździe :)
Zamek, a właściwie jego ruiny, był całkiem spory i zrobił na nas kolosalne wrażenie.
http://www.krzyztopor.org.pl/zamek/index.php?lang=pl
https://pl.wikipedia.org/wiki/Krzy%C5%BCtop%C3%B3r
Obiecałem sobie, że kiedyś tu wrócę... I po wielu latach dotrzymałem słowa, ale o tym później...
W miejscu tym będą się pojawiały opisy moich licznych wędrówek. Najpierw sporo archiwalnych wypraw, lecz z czasem dojdziemy, mam nadzieję wspólnie, do bieżących wyjazdów... A myślę, że nawet do tych planowanych - bliższych i dalszych :D Zapraszam serdecznie ! Marcin Luty
piątek, 30 września 2016
Szlakiem pałaców i zamków, czyli łikend majowy 1998r.
Pamiętnego łikendu majowego 1998r. przyjechała do nas kuzynka z mężem.
Plan był prosty - wsiadamy do zielonego szerszenia, czyli kultowego Fiata 125p i jedziemy w poszukiwaniu zamków i pałaców.
Zaczęliśmy od najbliższego obiektu...
... czyli zamku w Będzinie. Człowiek tyle razy obok niego przejeżdżał, że zapomniał o nim...
Dobrze, że czasem rodzinka wpadnie i na dodatek ciekawe pomysły ma :)
Widok z wieży zamkowej na elektrownię Łagisza.
W drodze na zachód napotkaliśmy całkiem fajny bunkier. Nie obyło się bez penetracji :)
Bracik w końcu się znalazł :)
Jedziemy dalej... a rzepak kwitnie w najlepsze... Ciekawe czy olej rzepakowy poprawia pracę mózgu człowieka?
Trafiamy do Świerklańca - przed Pałac Kawalera (Dom Kawalera)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%82ac_Kawalera - dla ciekawych historii tego budynku
W miejscu, gdzie stał fotograf, kiedyś był prawdziwy pałac... ale bratnia armia czerwona stwierdziła, że Polsce robotniczej nie potrzeba tak wielu pałaców...A potem rodzima inteligencyja robotnicza dokończyła dzieła.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%82ac_w_%C5%9Awierkla%C5%84cu
Na pałacowych łąkach spotkaliśmy dość egzotyczne zwierzaki - objazdowe zoo :)
Opuszczamy Świerklaniec i jedziemy dalej. Nasza mapa zamków podpowiada, że niedaleko powinien być Zamek Piastowski w Gliwicach. I jest... ale niezbyt nam się spodobał...
Następny cel - pałac w Nakle Ślaskim
http://cekus.pl/historia-palacu
Ciekawe miejsce, ale zagospodarowane tak, że nie dało się zwiedzać :(
Następny cel - zamek w Toszku
W zasadzie to w dobrym stanie zachowały się tylko zabudowania bramne i jedna wieża. Ale i tak warto było zobaczyć to miejsce.
tego dnia zdążyliśmy jeszcze podjechać do Siewierza i zobaczyć ruiny tamtejszego zamku
To był bardzo intensywny dzień. nie sądziłem, że mojej okolicy jest tyle ciekawych miejsc :)
Plan był prosty - wsiadamy do zielonego szerszenia, czyli kultowego Fiata 125p i jedziemy w poszukiwaniu zamków i pałaców.
Zaczęliśmy od najbliższego obiektu...
... czyli zamku w Będzinie. Człowiek tyle razy obok niego przejeżdżał, że zapomniał o nim...
Dobrze, że czasem rodzinka wpadnie i na dodatek ciekawe pomysły ma :)
Widok z wieży zamkowej na elektrownię Łagisza.
W drodze na zachód napotkaliśmy całkiem fajny bunkier. Nie obyło się bez penetracji :)
Bracik w końcu się znalazł :)
Jedziemy dalej... a rzepak kwitnie w najlepsze... Ciekawe czy olej rzepakowy poprawia pracę mózgu człowieka?
Trafiamy do Świerklańca - przed Pałac Kawalera (Dom Kawalera)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%82ac_Kawalera - dla ciekawych historii tego budynku
W miejscu, gdzie stał fotograf, kiedyś był prawdziwy pałac... ale bratnia armia czerwona stwierdziła, że Polsce robotniczej nie potrzeba tak wielu pałaców...A potem rodzima inteligencyja robotnicza dokończyła dzieła.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Pa%C5%82ac_w_%C5%9Awierkla%C5%84cu
Na pałacowych łąkach spotkaliśmy dość egzotyczne zwierzaki - objazdowe zoo :)
Opuszczamy Świerklaniec i jedziemy dalej. Nasza mapa zamków podpowiada, że niedaleko powinien być Zamek Piastowski w Gliwicach. I jest... ale niezbyt nam się spodobał...
Następny cel - pałac w Nakle Ślaskim
http://cekus.pl/historia-palacu
Ciekawe miejsce, ale zagospodarowane tak, że nie dało się zwiedzać :(
Następny cel - zamek w Toszku
W zasadzie to w dobrym stanie zachowały się tylko zabudowania bramne i jedna wieża. Ale i tak warto było zobaczyć to miejsce.
tego dnia zdążyliśmy jeszcze podjechać do Siewierza i zobaczyć ruiny tamtejszego zamku
To był bardzo intensywny dzień. nie sądziłem, że mojej okolicy jest tyle ciekawych miejsc :)
Każdą okoliczność można wykorzystać...
Będąc z wizytą u rodzinki w kwietniu 1998r. wyrwaliśmy się z nasiadówy i pojechaliśmy zwiedzać okolice Ćmielowa
Trafiliśmy do zabudowań gospodarczych przy ruinach zamku w Ćmielowie.
Jak widać z zabudowań gospodarczych niewiele zostało...
... ale z samego zamku zostało jeszcze mniej :(
No i nie za bardzo było jak dostać się na wyspę...
Podjechaliśmy jeszcze do Podgrodzia...
... ale tu też było kiepsko :(
W sumie niewiele zobaczyliśmy, bardzo wymarzliśmy, ale co się nagadaliśmy, to nasze :)
W końcu tamte rejony odwiedzam baaardzo rzadko...
EDIT:
Bracik przypomniał mi, że tym razem okoliczność była nieciekawa - pogrzeb wujka :(
Ale i tak została wykorzystana :)
Trafiliśmy do zabudowań gospodarczych przy ruinach zamku w Ćmielowie.
Jak widać z zabudowań gospodarczych niewiele zostało...
... ale z samego zamku zostało jeszcze mniej :(
No i nie za bardzo było jak dostać się na wyspę...
Podjechaliśmy jeszcze do Podgrodzia...
... ale tu też było kiepsko :(
W sumie niewiele zobaczyliśmy, bardzo wymarzliśmy, ale co się nagadaliśmy, to nasze :)
W końcu tamte rejony odwiedzam baaardzo rzadko...
EDIT:
Bracik przypomniał mi, że tym razem okoliczność była nieciekawa - pogrzeb wujka :(
Ale i tak została wykorzystana :)
czwartek, 29 września 2016
Pierwsza przygoda z górami...
To było lato 1998r., a dokładnie 14 i 15 lipca.
W zasadzie zaczęło się od spędzenia dnia w Cieszynie, także czeskiej części, a wieczorem jednym z ostatnich pociągów dotarliśmy do Wisły. Plan był dojść do schroniska pod Baranią Górą, ale jak to plan - nie zawsze jest wykonalny.
Kumpel mojego brata prowadził.Szliśmy, szliśmy, a schroniska nie było widać. W końcu zapadł zmrok, zrobiła się 1 w nocy. Okazało się, że latarki... zostały w domu. po prostu nikt nie zakładał, że tyle czasu spędzimy w Cieszynie. I w ten oto sposób spędziłem pierwszy w życiu nocleg pod chmurką :) Dosłownie.
Rano okazało się, że w odległości... 50m od miejsca gdzie spaliśmy była całkiem przytulna wiata... A po 10 minutach doszliśmy do schroniska. W sam raz na śniadanie. To było jedno z tych doświadczeń, które niosło za sobą wyraźny przekaz - Nie poddawaj się zbyt wcześnie! A najlepiej nie poddawaj się wcale :)
Barania Góra przywitała nas mgłą - nie było nawet sensu wchodzić na wieżę widokową. Pozostało nam zrobić kilka pamiątkowych fotek (jak widać po zdjęciach to jeszcze były czasy analogowej fotografii w moim wydaniu).
Gustowny sweterek :) Nie pochodził z pomocy dla powodzian, jakby się kto pytał...
Jak widać moda na styl Rambo królowała wtedy :)
Bracia :)
I czas schodzić na dół. Wybraliśmy czarny szlak do Węgierskiej Górki przez Kamesznicę.
To co dynda u mojego paska, to niezapomniana czapeczka Utah Jazz - wszak John Stockton i Karl Malone to byli moi ulubieni bohaterowie koszykarskiego parkietu :)
Żeby nie było, że ściemniam :)
W tych ubraniach moglibyśmy spokojnie zostać przemytnikami na granicy, i żaden pogranicznik by nas nie zauważył... oprócz jednego, jakiś czas później :) - ale to inna historia...
Pierwsze zabudowania Kamesznicy. Mówię do brata - Rób mi tu zdjęcie! W takim domku kiedyś chcę mieszkać!
I potem była dłuuuga podróż koleją do domu, która w sumie zaowocowała trwającym do dziś uwielbianiem podróżowania pociągami.
A góry spodobały mi się tak bardzo, że już wkrótce wyruszyliśmy na kolejną wyprawę. Fin
W zasadzie zaczęło się od spędzenia dnia w Cieszynie, także czeskiej części, a wieczorem jednym z ostatnich pociągów dotarliśmy do Wisły. Plan był dojść do schroniska pod Baranią Górą, ale jak to plan - nie zawsze jest wykonalny.
Kumpel mojego brata prowadził.Szliśmy, szliśmy, a schroniska nie było widać. W końcu zapadł zmrok, zrobiła się 1 w nocy. Okazało się, że latarki... zostały w domu. po prostu nikt nie zakładał, że tyle czasu spędzimy w Cieszynie. I w ten oto sposób spędziłem pierwszy w życiu nocleg pod chmurką :) Dosłownie.
Rano okazało się, że w odległości... 50m od miejsca gdzie spaliśmy była całkiem przytulna wiata... A po 10 minutach doszliśmy do schroniska. W sam raz na śniadanie. To było jedno z tych doświadczeń, które niosło za sobą wyraźny przekaz - Nie poddawaj się zbyt wcześnie! A najlepiej nie poddawaj się wcale :)
Barania Góra przywitała nas mgłą - nie było nawet sensu wchodzić na wieżę widokową. Pozostało nam zrobić kilka pamiątkowych fotek (jak widać po zdjęciach to jeszcze były czasy analogowej fotografii w moim wydaniu).
Gustowny sweterek :) Nie pochodził z pomocy dla powodzian, jakby się kto pytał...
Jak widać moda na styl Rambo królowała wtedy :)
Bracia :)
I czas schodzić na dół. Wybraliśmy czarny szlak do Węgierskiej Górki przez Kamesznicę.
To co dynda u mojego paska, to niezapomniana czapeczka Utah Jazz - wszak John Stockton i Karl Malone to byli moi ulubieni bohaterowie koszykarskiego parkietu :)
Żeby nie było, że ściemniam :)
W tych ubraniach moglibyśmy spokojnie zostać przemytnikami na granicy, i żaden pogranicznik by nas nie zauważył... oprócz jednego, jakiś czas później :) - ale to inna historia...
Pierwsze zabudowania Kamesznicy. Mówię do brata - Rób mi tu zdjęcie! W takim domku kiedyś chcę mieszkać!
I potem była dłuuuga podróż koleją do domu, która w sumie zaowocowała trwającym do dziś uwielbianiem podróżowania pociągami.
A góry spodobały mi się tak bardzo, że już wkrótce wyruszyliśmy na kolejną wyprawę. Fin
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















































