czwartek, 20 października 2016

2005.05.03 - Pszczyna

Korzystając z wolnego dnia z okazji święta uchwalenia Konstytucji 3 Maja udajemy się do Pszczyny. Pociąg pokonuje trasę z Dąbrowy Górniczej w około godzinę :D



Z dworca kolejowego udajemy się niespiesznym krokiem w kierunku rynku...
Władze miasta zadbały, aby rynek był całkiem przyjemnym miejsce, gdzie również warto spędzić czas.
My jednak udajemy się do pszczyńskiego parku zobaczyć pałac księżnej Daisy.


Pałac robi naprawdę duże wrażenie, ale nie decydujemy się na zwiedzanie...

Znajdujemy śmieszne krasnale. Wyglądają jak dzieła jakiegoś lokalnego artysty-amatora ludowego...


Idziemy do skansenu - takie miejsca nas szczególnie interesują :D
Chatek jest kilka, do większości można sobie zajrzeć...
 Zabytkowy karawan zwrócił moją uwagę...
Inne pojazdy też były ciekawe.
Tu sprzęty lokalnego kowala


Chwila oddechu
 Ciekawe stroje - chyba raczej nie na halloween, może raczej oryginalna wersja kolędników :D
Tu już bardziej cepelia :D
 Trafił się ochotnik do zrobienia nam wspólnego zdjęcia :D
Niezbyt udane ujęcie magnolii...
 Wracamy w stronę rynku, natrafimy po drodze na ciekawe oznaczenia...
Czyżby  mieli tu dwóch burmistrzów?
I po tym optymistycznym wracamy do domu :D








2005.03.29 - Świerklaniec


Wiosenne popołudnie postanowiliśmy spędzić w parku w Świerklańcu. Ale najpierw czekała nas podróż "D-tką" do Katowic, a stamtąd objazdowym autobusem KZK GOP linii nr 5 do Świerklańca.

Autobus zatrzymał się pod samym wejściem do parku, więc od razu udaliśmy się w poszukiwaniu Pałacu Kawalera.
Mały głodomorek :D



Pałac Kawalera prezentuje się okazale. Miejsce to często jest wynajmowane na różne przyjęcia, m.in. wesela i sylwestra.


Idziemy w kierunku placu, gdzie kiedyś był wspaniały pałac, ale nie przetrwał spotkania z żołnierzami Armii Czerwonej :(
Na chwilę pozuję jak stare posągi :)


Park jest bardzo rozległy, można spędzić w nim sporo czasu...


Żonka też pozuje, bardzo to lubi :D
Takie tam selfie :D
Można na chwilę przysiąść - w końcu nigdzie nam się nie spieszy...


Obchodzimy dookoła całkiem fajne jeziorko.


Dochodzimy nad duży zalew. Jak widać za nami sporo jeszcze kry, czyli temperatury są tu całkiem niskie.
Mimo to już czuć powiew wiosny.

Przez chwilę ja pozuję, za chwilę żonka będzie domagać się uwagi :D


Normalnie prawdziwa modelka...
Naszą uwagę przykuło dziwnie pochylone drzewo. Mieliśmy wrażenie, że w każdej chwili może się przewrócić i popłynąć sobie gdzieś dalej...
Żaby w akcji :D
Zrobiło się mrocznie...



Za małym ciekiem wodnym (bo trudno to nazwać nawet małą rzeczką) natrafiamy na stadko koni. nie wyglądają one za dobrze...



Znajdujemy ładny kościółek, ale niestety jest zamknięty :(

Kolejne ciekawe drzewo :)

Wracamy w bardziej cywilizowane miejsca...

I znowu przerwa...

To było bardzo udane popołudnie, choć wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że park w Świerklańcu odwiedzimy ponownie dopiero... za 11 lat!