Na początku 2005 roku udało mi się wyrwać ze znajomymi na kilka dni do Żywca. Nie byłem tam dawno, a już zimą to w ogóle. Dlatego też nie zastanawiałem się kiedy otrzymałem propozycję wyjazdu w tamte rejony. No i oczywiście ludzie też odpowiedni :)
Nie ma to jak olbrzymie poczucie humoru i odpowiedni dystans do siebie :D
Idziemy w kierunku centrum miasta i podziwiamy góry w zimowej szacie.
rzeka częściowo skuta lodem
Widok na Górę Żar
Ech... teraz to chciałoby się tam być...
Beskid Żywiecki jest na prawdę piękny zimą i mimo temperatur i przenikliwego zimna warto wyściubić nos z domu dla takich widoków.
Dochodzimy do centrum miasta, chcemy zobaczyć też park z zamkiem.
Ale najpierw naszą uwagę przykuwa wieża przy rynku.
Nieopodal jest przejście do parku.
W pałacu jest siedziba bodajże jakiejś szkoły średniej.
Park to bardzo malownicze miejsce z mostkami...
... a nawet chińską herbaciarnią. Niestety, był zamknięta :(
Następnego dnia wybieramy się w bardziej odludne miejsca, żeby popodziwiać lokalną florę (fauna śpi :D)
Uwielbiam takie klimaty :D
Jak widać śnieg padał cały czas, a rzeka jeszcze nie całkiem zamarzła.
na razie nie ma kłopotów z trasą, choć nic nie jest przetarte...
Piękna zima była w tamtym roku, nie to co teraz....dziadowskie ocieplenie klimatu....
Może jakiegoś ekstremalnego szlaku nie zrobiliśmy, ale i tak była to super wycieczka :D
W zasadzie to takie przyzwyczajanie się do zimowego wędrowania - później będą hardkorowe zimowe przygody :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz