W miejscu tym będą się pojawiały opisy moich licznych wędrówek. Najpierw sporo archiwalnych wypraw, lecz z czasem dojdziemy, mam nadzieję wspólnie, do bieżących wyjazdów... A myślę, że nawet do tych planowanych - bliższych i dalszych :D Zapraszam serdecznie ! Marcin Luty
niedziela, 16 października 2016
Zimowe Pilsko 2004.12.04-05
Nadszedł czas na prawdziwą zimową eskapadę. Nasz wybór padł na Pilsko. Nigdy tam nie byłem, więc był to dodatkowy powód aby tam pojechać.Jako, że mało kto miał wtedy auto, jako środek lokomocji pozostawał pociąg.
Wczesne godziny ranne nie są wolne od humoru :)
Wysiadamy w Węgierskiej Górce i czerwonym szlakiem chcemy dojść na Halę Boraczą, a potem do Schroniska na Hali Lipowskiej. Po drodze zauważamy stadko owiec z charakterystyczną czarną owcą.
Śniegu trochę już się pojawia - w końcu mamy początek grudnia.
Widoki na okoliczne szczyty pozwalają przypuszczać, że to będzie prawdziwie zimowa wyprawa.
Przy szlaku napotykamy całkiem konkretny wykrot.
Trasa niezbyt trudna, ale zima ma swoje prawa i cały czas trzeba być czujnym.
Zima w pełni, śnieg przyjemnie trzeszczy pod butami :)
Robimy przerwę na uzupełnienie płynów i glukozy - miejsce idealne, bo osłonięte od wiatru.
Jak widać po trawach wszystko jest zmrożone.
Bardzo przyjemna trasa, wtedy jeszcze nie wiedziałem, że kiedyś zrobię ponowny jej wariant.
Już widać schronisko na Hali Boraczej. Widzieliśmy po drodze ślady jakiegoś zwierzaka - coś za bardzo przypominające wilcze łapki...
Hala Boracza zapewnia całkiem dobrą panoramę na okolice.Zdjęć ze schroniska nie mam, ale przypominam sobie, że w środku natknęliśmy się na wypoczywającą sporą grupę narciarzy. Po oznakowaniu kombinezonów była to jakaś grupa reprezentująca Polskę na arenie międzynarodowej. Gospodarz usilnie próbował nas zatrzymać na nocleg - w końcu 8 osób to spory zastrzyk jeśli doda się opłatę za nocleg i coś do śniadania. Nie daliśmy się przekonać i ruszyliśmy dalej...
Wtedy jeszcze nikt nie myślał o plecakach 30-40 litrowych na łikendowy zimowy wypad - przeważały 50-75 litrów. Wszystko się zmienia...
Powoli zapadał zmierzch, a do Schroniska na Hali Lipowskiej było jeszcze całkiem daleko.
I w tym momencie okazało się, że na naszą 8 tylko... 1 osoba zabrała latarkę. Reszta pomyślała sobie - po co ma zabierać - na pewno inni wezmą. To był mój ostatni raz, kiedy w góry poszedłem bez latarki - obojętnie czy to był jednodniowy wypad czy wielodniowa wyrypa. Tak to już jest, że człowiek najskuteczniej przyswaja sobie lekcje, kiedy sam popełnił jakieś błędy. Choć na pewno lepiej jest uczyć się na błędach innych :D
Po zmroku jeszcze około godziny szliśmy do schroniska na Hali Lipowskiej. To cud, że nikomu nic się nie stało. A mogło...
Poranne widoki naprawdę robiły wrażenie.
Jak jest zimno, to tworzą się sople. Nie chciałbym którymś oberwać...
Poranne pozowanie do wspólnego zdjęcia. Niektórzy taktycznie podeszli do sprawy i skryli się za plecami innych :)
Bardzo przyjazne miejsce - nocowałem tam jeszcze raz i coś czuję, że trzeba będzie tam koniecznie wrócić.
Idziemy w kierunku Schroniska na Rysiance.
Niesamowite widoki na słowacką Małą Fatrę.
Jeszcze wspólna fotka niedaleko schroniska na Rysiance.
Schronisko całkiem fajnie wygląda - nie wchodziliśmy do środka - widać było, że schronisko było opanowane przez jakąś szkółkę narciarską, więc nie miało sensu pchać się doń.
Jest górka, to można pozjeżdżać na dupolotach :D
Morze mgieł w oddali...
Idziemy w kierunku Pilska. Ale najpierw można popodziwiać królową Beskidów w oddali...
Jak widać humory dopisują :D
W okolicach Trzech Kopców podejmujemy decyzję o podziale grupy - połowa z różnych względów, m.in. zdrowotnych, udaje się zboczem Pilska do Schroniska na Hali Miziowej. W tej grupie jestem i ja.
Grupa szturmowa rusza ostro pod górę szlakiem granicznym na szczyt.
Jak widać tutaj nie ma już żartów - podjęliśmy dobrą decyzję... Choć widoków szkoda...
Ale zdrowie i życie jest najważniejsze. Prawdziwą sztuką jest umiejętność podjęcia decyzji o odwrocie w odpowiedniej chwili. Kilka lat później okaże się to zbawienne podczas wyprawy na Czarnohorę...
Trzy Kopce i chyba Romanka... nie jestem pewnien
Po drodze chłopki minęli się z ekipą na skuterach śnieżnych, która miała spore kłopoty z wjechaniem na szczyt...
Księżyc widoczny, choć to środek dnia.
Schronisko na Hali Miziowej - nowoczesny hotel dla narciarzy...
Widok w kierunku Skrzycznego
Widok na Halę Malarka
Po ośnieżonych choinkach widać, że musi tu nieźle wiać...
Na szczyt jeszcze kawałek drogi
Tuż pod szczytem chłopaki robią króciutką przerwę.
Widoki na szczycie powalają... Prawie jak w Himalajach :)
Niestety, okienko pogodowe zamyka się po kilku minutach i robi się naprawdę nieciekawie. Trzeba w miarę szybko schodzić do schroniska... A po ciepłej herbatce i uzupełnieniu kalorii pozostała jeszcze droga do Korbielowa. Potem łapanie busika do Żywca i oczekiwanie na pociąg powrotny do Katowic :D
To była udana wyprawa z bardzo cenną lekcją - nie licz na innych - licz przede wszystkim na siebie!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz