Pod koniec roku szkolnego otrzymałem niesamowitą propozycję - wspólnego wyjazdu wakacyjnego do Chorwacji. Co prawda finansowo nie było mnie na niego znać, ale pieniądze spadły mi z nieba... dosłownie... Zaczęły się szybkie dni przygotowań... Moim zadaniem było sprawdzenie, co w promieniu 100km od kwatery głównej jest warte zobaczenia :) Takie zadania uwielbiam...
Na początek zdarzyła się mi dziwna historia - okazało się, że zabrałem paszport.. brata! A że nie było wtedy jeszcze Schengen, więc szybki telefon to brata (na szczęście miał do pracy na drugą zmianę :) ) i podróż ze Zwardonia w ekspresowym tempie... Spotkaliśmy się gdzieś w okolicach Pszczyny i nastapiła tradycyjna wymiana paszportów :)
A potem było już tylko coraz lepiej :)
Pierwsze zetknięcie z palmami, które rosły naprzeciwko naszej kwatery
Zacieniony taras to bardzo fajna rzecz :)
Kiedy wszyscy jeszcze sobie słodko spali wybrałem się na targ warzywno-owocowy i zakupiłem tego oto kolegę. Dzień wcześniej Zosia wspominała, że marzy jej się soczysty, słodziutki arbuz... Czyż taki nie jest?
Nazwaliśmy go "Wilson" na cześć Wilsona z "Cast Away" :)
Pierwszy dzień na plaży w Vodicach (środkowa Dalmacja) - wtedy byłem jeszcze piękny i młody :)
Morze i góry -czy można jeszcze chcieć coś więcej?
Wyprawa rowerkiem wodny po Adriatyku... oczywiście z przygodami :)
Mnie więcej w połowie trasy Beata zobaczyła jacht z czeską flagą na maszcie i oczywiście nie mogła się powstrzymać od pozdrowienia braci-Słowian. Na jej okrzyk "Ahoj!" jeden z członków podniósł się i jej odkrzyknął... tyle, że nie był ubrany :)
Port jachtowy w Vodicach.Tu zaglądałem dość często :)
Wieczorne spacery zawsze kończyły się lodami :)
Nie mogłem się powstrzymać od zrobienia sobie zdjęcia z papugą. I tak już pewnie była ślepa od setek zdjęć z błyskającymi prosto w jej oczy fleszami.
Na pierwszą wycieczkę udaliśmy się do słynnych wodospadów w Parku Narodowym Krka. Najpierw czekał nas półgodzinny rejs stateczkiem, potem dopiero kasa biletowa i spacer wśród niezwykłych widoków.
Trzeba trochę poprężyć klatę. W końcu wtedy byłem jeszcze kawalerem :)
Tu oficjalnie jest zakaz kąpieli, ale kto by się tym przejmował...
wodospad Skradinski Buk
Widok na dolinę rzeki Krka.
Zabytkowy młyn wodny.
Spacer wśród trzciny cukrowej - nie wiedziałem, że jest taka wysoka.
Rzeka jest tu bardzo wartka...
... a tu bardzo szeroka i spokojna.
Widok na długaśny most prowadzący do trasy po parku.
Most przy ujściu rzeki Krka do Adriatyku - droga prowadzi z Vodic do Szybenika. Na samym moście widzieliśmy amatorów skoków na bunji... i krzyż upamiętniający nieudany skok jednego z nich.
Amatorzy pizzy - dobra i zadziwiająco tania :)
Murter - widok na miasteczko Tisno.
Buszujący wśród... drzew oliwkowych :)
Widok na Zatokę Kosirina.
Dużo znajomych wymaga dużo pocztówek :)
Na kolejną wycieczkę wybraliśmy się do bardzo ciekawego miasta - Szybenika.
Czerwone dachówki świadczą, że jesteśmy w basenie Morza Śródziemnego. Widok z twierdzy Sv. Ana na Katedrę Sv. Jakova.
Widok z twierdzy Sv. Ana na twierdzę Subicev - tych twierdz było aż trzy :)
Szybenik to całkiem spore miasto.
Pod pomnikiem kralja Petara Kresimira - chorwackiego króla.
Zachód słońca w szybenickim porcie.
Poszliśmy na reklamowane bardzo przez znajomych lody i trafiliśmy przypadkowo na występy zespołów ludowych. Tu przedstawiciele Słowacji.
I kolejna wycieczka po kilku dniach leniuchowania na plaży - tym razem wybraliśmy się do Trogiru.
Dziewczyny w akcji.
Niespiesznie spacerujemy po starym mieście - w końcu to wyspa, więc na pewno trafimy do punktu wyjścia.
Zabytkowa twierdza Kamerlengo, broniąca kiedyś dostępu do miasta.
Klasztor Dominikanów - niestety, nie dało się go zwiedzać :(
Jedziemy dalej - chcemy jeszcze w tym samym dniu zwiedzić Split.
Według mojej mapy powinniśmy jechać droga wzdłuż 7 "kasteli" - na moje oko to powinny być jakieś zamki, albo przynajmniej ich ruiny. Jedziemy, jedziemy i nic. Nagle wyłania nam się budowla jak z bajki - myślę sobie - w końcu jakiś zamek, a tu...
...jakaś fabryka :(
Więc pojechaliśmy dalej...
Pałac Dioklecjana - wejście do katedry sv. Duja.
Perystyl. Oczywiście katedra jest wkomponowana w mury starożytnych ruin pogańskich.
Widok na Split z dzwonnicy katedry sv. Duja. I góry w zasięgu wzroku :)
Widok na port z dzwonnicy...
... i na wzgórze o swojsko brzmiącej nazwie Marjan. I tam też pójdziemy :)
Jeszcze raz port i wielkie cruzery pasażerskie.
Ewangeliarze w katedralnym skarbcu. Zwracały uwagę misterne zdobienia i kaligrafia :)
Takie zboczenie zawodowe :) Nie żebym potrzebował skorzystać z usług...
Idziemy na wzgórze Marjan. Przeczytałem w przewodniku, że na szczycie jest małe zoo. I tam chcieliśmy się dostać, ale tak nam się fajnie rozmawiało, że... nie doszliśmy :)
Widoki ze wzgórza Marjan na Split.
Kolejny wieczór spędzamy znowu w Vodicach. Postanawiamy zjeść kolację w bardzo polecanej tawernie Santa Maria. Wchodzimy na 3 piętro tawerny, pełno gratów i różnych dupereli - w końcu znajdujemy wolny stolik. Ale przez dłuższą chwilę nikt do nas nie podchodzi, zjadamy wszystkie orzechy aż tu wychodzi z sali obok... kogut! I zabiera się za pałaszowanie łupinek po orzechach... Posiedzieliśmy jeszcze chwilę i poszliśmy szukać innego lokalu na kolację. Widocznie nie zależało im na klientach.... trudno, ich strata...
Kolejnego dnia wybieram się na samotną włóczęgę po porcie. Widzę z daleka ciekawy statek i człowieka, który zwisa z liny. Tylko zwisa coś długo w jednym miejscu? Podchodzę bliżej - statek nazywa się Galija, a wiszący człowiek, to... manekin.
Znajduję jeszcze fajnego garbusika w wersji kabrio :)
Jedziemy na półwysep Murter - dość mamy kamienistych lub betonowych plaż, a tam podobno jest całe 200 metrów piachu do morza :)
Oprócz piachu znajduję też sportowego fiacika :)
Jako że nie możemy za długo wysiedzieć na miejscu wyruszamy w okrojonym składzie na kolejną wycieczkę - tym razem na rejs łódką motorową po Adriatyku.
Właściwy człowiek na właściwym miejscu :)
Lądujemy na bezludnej wyspie. W krzakach znajduję czaszkę jakiegoś zwierzaka. Wyspie nadaliśmy nazwę "Wyspa Edwarda". I myśl się w mojej głowie pojawiła: "Być albo nie być..."
Czaszkę zostawiamy na honorowym miejscu i płyniemy dalej.
Znajdujemy zagrody hodowlane z rybami...
... i całkiem fajny domek na wyspie Zizanj.
Przed nami daleko majaczą zabudowania miejscowości Biograd na Moru, gdzie wypożyczyliśmy stateczek.
Wyspa sv. Katarina z małą latarnia i domem.
Wracając zatrzymujemy się jeszcze nad Jeziorem Vransko. Całkiem przyjemnie jest mieć do czynienia ze słodka wodą :)
Wracając postanowiliśmy zatrzymać się dłużej w Parku narodowym Plitvice. Tu mały wodospadzik na jeziorze Ciginovac.
Wodospad na Jeziorze Okruglak.
Chyba jedna z największych atrakcji - Wodospad Veliki Prstavci. Tam woda leciała nawet poziomo...
Różnokolorowe dno jeziora zwróciło moją uwagę...
Jezioro Gradinsko ewidentnie zanieczyszczone przynajmniej toną Ludwika :) tego Ludwika...
Kolejny z niesamowitych wodospadów - tym razem na Jeziorze Milanova.
W parku też można zwiedzić jaskinię - my nie mieliśmy za dużo czasu i tylko podeszliśmy do jej wlotu.
Szkoda, że nie można było zaprzyjaźnić się bliżej z tymi rybkami :(
Kaskady wodospadu Veliki Slap - kiedyś tam wrócę z odpowiednim foto-sprzętem :)
I na koniec jeszcze widoczek z poziomu wody.
To były jedne z moich najlepszych wakacji :)















































































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz