czwartek, 29 września 2016

Pierwsza przygoda z górami...

To było lato 1998r., a dokładnie 14 i 15 lipca.
W zasadzie zaczęło się od spędzenia dnia w Cieszynie, także czeskiej części, a wieczorem jednym z ostatnich pociągów dotarliśmy do Wisły. Plan był dojść do schroniska pod Baranią Górą, ale jak to plan - nie zawsze jest wykonalny.
Kumpel mojego brata prowadził.Szliśmy, szliśmy, a schroniska nie było widać. W końcu zapadł zmrok, zrobiła się 1 w nocy. Okazało się, że latarki... zostały w domu. po prostu nikt nie zakładał, że tyle czasu spędzimy w Cieszynie. I w ten oto sposób spędziłem pierwszy w życiu nocleg pod chmurką :) Dosłownie.
Rano okazało się, że w odległości... 50m od miejsca gdzie spaliśmy była całkiem przytulna wiata... A po 10 minutach doszliśmy do schroniska. W sam raz na śniadanie. To było jedno z tych doświadczeń, które niosło za sobą wyraźny przekaz - Nie poddawaj się zbyt wcześnie! A najlepiej nie poddawaj się wcale :)

Barania Góra przywitała nas mgłą - nie było nawet sensu wchodzić na wieżę widokową. Pozostało nam zrobić kilka pamiątkowych fotek (jak widać po zdjęciach to jeszcze były czasy analogowej fotografii w moim wydaniu).
Gustowny sweterek :) Nie pochodził z pomocy dla powodzian, jakby się kto pytał...



Jak widać moda na styl Rambo królowała wtedy :)

Bracia :)

I czas schodzić na dół. Wybraliśmy czarny szlak do Węgierskiej Górki przez Kamesznicę.

To co dynda u mojego paska, to niezapomniana czapeczka Utah Jazz - wszak John Stockton i Karl Malone to byli moi ulubieni bohaterowie koszykarskiego parkietu :)

Żeby nie było, że ściemniam :)

W tych ubraniach moglibyśmy spokojnie zostać przemytnikami na granicy, i żaden pogranicznik by nas nie zauważył... oprócz jednego, jakiś czas później :) - ale to inna historia...



Pierwsze zabudowania Kamesznicy. Mówię do brata - Rób mi tu zdjęcie! W takim domku kiedyś chcę mieszkać!
I potem była dłuuuga podróż koleją do domu, która w sumie zaowocowała trwającym do dziś uwielbianiem podróżowania pociągami.
A góry spodobały mi się tak bardzo, że już wkrótce wyruszyliśmy na kolejną wyprawę. Fin




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz