Mój pierwszy samodzielny wyjazd tak na prawdę nie był samodzielny :) Był 1997 rok...
Pojechaliśmy razem z bratem, ze starym, cholernie ciężkim ruskim namiotem, jeszcze starszymi plecakami i wałówą na 3 dni poszwendać się po jurajskich szlakach
W okolicach Okiennika Wielkiego
Zbliżamy się do ruin zamku w Mirowie.
Jeszcze można było samemu tam włazić wszędzie :)
Teraz zamek powoli odbudowują.
Idziemy czerwonym szlakiem dalej w stronę Bobolic.
Tak kiedyś wyglądał zamek w Bobolicach... a właściwie jego ruiny...
W końcu dotarliśmy do ruin zamku w Ogrodzieńcu... a właściwie w Podzamczu :)
Przygód, jak na pierwszy taki wyjazd, mieliśmy całkiem sporo, m.in. rozbijanie namiotu w ulewnym deszczu pod ruinami zamku w Smoleniu, czy też błądzenie po kroczyckich łąkach i lasach.
Na pewno w pamięci zostanie mi też cmentarz z I wojny światowej pod Kroczycami oraz widoki ze skał na zalew w Dzibicach.
Ten pierwszy raz zdecydowanie sprawił, że polubiłem wędrowanie po szlakach (i poza nimi też :) ), a z czasem odważyłem się na dalsze i dłuższe wędrówki.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz